piątek, 20 kwietnia 2012

The [...] family would like You to join their family


No. Tak wyglądałam niecałe 3 godziny temu.
I tak wyglądam teraz.

A więc od początku......
Pamiętacie, jak wczoraj pisałam, że mam rozmowę z hostką? Bo ja ledwo to pamiętam, bo wydaje mi się, że to bło 100 lat temu. No więc wczoraj o godzinie 15 (a raczej 15.06, bo obydwie z hostką praktycznie nie używamy skype'a i trochę jej zajęło podłączenie się do mnie hiehie) rozpoczęła się nasza ponad 40 minutowa rozmowa. Ogólnie moje wrażenia po rozmowie były bardzo pozytywne i tak jak pisałam - chciałam, żeby mnie zechcieli:P
no ale dobra. Dzisiaj rano wstałam i oczywiście pierwsza moja myśl : USA. Po włączeniu kompa oczywiście od razy sprawdzanie konta, i maila. Nic nowego nie było, sprawdziłam jeszcze później z 25 razy, ale nadal nic nowego.
Po powrocie mamy z pracy zaczęłyśmy rozmawiać o tym wyjeździe (mama z trwogą, a ja z ekscytacją + trochę trwogi). Później poszłyśmy na rower i jak się szykowałyśmy ot mówię mamie: "Mamo, może napiszę później maila do rodzinki z jakimś pytaniem, żeby wiedziała, że jestem nimi zainteresowana?" Mama na to, że pewnie, mogę napisać, skoro mi się spodobali. No i poszłam na rower z postanowieniem napisania maila jutro.
Jeździmy sobie na rowerze (po pierwsze - ubóstwiam rower, po drugie - przed wyjazdem do stanow planuję schudnąć:P) i nagle dzwoni mi komórka. Patrzę, a na tam numer zastrzeżony, więc od razu domyśliłam się, że z biura z Bostonu.
Pierwsze ich słowa po moim odebraniu i zapewnieniu, że tak, jestem Sylwią, to typowe hamerykańskie
"How are you?"
Kiedy już odpowiedziałam, że u mnie wspaniale, wlaśnie sajklinguję. Kiedy pani z biura upewniła się, że ze mna wszystko w porządku praktycznie od razu przeszła do rzeczy.
Poruszyła temat wczorajszej rozmowy z hostką itp.
I powiedziała, że wrażenia hostki po rozmowie ze mną są ok. I dodał jeszcze parę miłych rzeczy.
W sumie przeszło mi przez głowę, że mi tak słodzi tylko po to, żeby mi nie było tak bardzo smutno, jak zaraz powie, że rodzina nie jest mna zainteresowana.
ale nie powiedziała.
Za to słowa, które usłyszałam, to:
"I am happy to let you know that the family would like you to join their family. Are you willing to join them? Cuz then we will make an official match"
Dobrze, że nikt akurat nie nadjeżdzał i nie widział mojej miny, bo wyglądałam wtedy mniej więcej tak:















No ale odpowiedziałam, że myślę, że tak, ale że nie rozmawiałam jeszcze z hostką o tych moich examach (bo oni chcą przyjazdu w sierpniu, a ja mam obronę w lipcu i w razie czego tfu tfu tfu jakbym musiała spróbować jeszcze raz:P to mogłabym przyjechac dopiero później). A pani z biura odpowiedziala, że z tym spoko, i zapytala, czy jak zdam, to na 100% mogę przyjechac. I w ogole wywnioskowalam, żę hostka juz o tym tez wie. Zresztą ja jej pisałam kiedyś o tym maila, ale nie wiem, czy go przeczytała:)
No i powiedzialam, ze raczej tak, ale czy mogę jeszcze to przemyśleć i dać odpowiedź oficjalną później:P
Ona na to "Absolutely". Chwilkę jeszcze rozmawiałyśmy i na koniec życzyłyśmy sobie miłego dnia i ona się rozłączyła, a ja odwróciłam się w stronę mojej mamy z wyżej przedstawioną miną.

I teraz mam w sobie taką radość, przerażenie, szok, zdziwienie i wszystko inne naraz, że w sumie to jestem bardzo spokojna i nie czuję, że może za 4 miesiące będę mieszkać w Bostonie.
Chyba to do mnie do końca nie doszło jeszcze, nie wiem.
Ale tak naprawdę, to jeszcze pewne nie jest, bo jednak chciałabym wyjasnic kwestię mojej sesji. Bo ja sie mogę zgodzić, a w razie czego jakbym musiała jechać później, to myślę, że bez problemu znajdę w 3 miesiące nową rodzinkę, jakby ci nie zgodzili się poczekać do paźdz. Tylko trochę mnie martwią wpłaty. Bo nie wiem, czy w razie takiego odwołania nie musiałabym i tak wpłacać opłaty programowej. A trochę mi szkoda, żeby tyle kaski poszło w błoto. Więc o to się jeszcze dowiem.
Poza tym napiszę jeszcze jutro maila do hostki z kilkoma pytaniami. Skontaktuję się z ich au pair.
I zobaczymy. Boże.. Nie chcę na razie nic pisać, żeby nie zapeszać....
Ale to taka cudowna perspektywa:
Dwie dziewczynki 7 i 11. Mama ich wydaje się w porządku, baaaaaardzo dobrze mi się z nią wczoraj rozmawiało. Lokalizacja idealna, tak jak sobie wymarzyłam (spójrzcie na mój pierwszy post na blogu:) tam pisałam, że moje wymarzone miejsca, to: Boston, New York lub San Francisco). Tzn. oni nie mieszkają centrum, tylko na przedmieściach w miejscowości Brookline, ale sprawdzałam i to tak blisko Bostonu, że można tam iść pieszo:). Poza tym, co ważne - ich poprzednia au pairka, A. jest u nich na drugi rok, więc chyba nie było źle, skoro zdecydowała się zostać?
Minusem jest to, że nie będę miała dostępu do samochodu w celach prywatnych. Bo mają tylko jeden i będę nim podwozić dziewczynki.
Ale hostka mówiła, że sama dojeżdża do pracy publicznym transportem, bo w Bostonie nie sposób zaparkować i w ogóle jeździć:)
a w sumie stanie w korkach godzinami i później szukanie miejsca parkingowego też nie wydaje się miłą opcją:)

Tylko wiecie w co nie chce mi się wierzyć?
W to, że z tego, co czytałam w blogach, na forach, itp, dziewczyny szukały rodzin po 2,3,4 miesiące. Miały po 5-7 matches. Czekały sporo na ten pierwszy.
A u mnie? :O Założyli mi konto (czy tam room) w czwartek 5.04.2012, a 6.04.2012 miałam swój pierwszy match... i to był właśnie ten!!!!!!
po kilku (czy kilkunastu) godzinach.
Haha. Pobiłam rekord. Znalazłam rodzinę w parę godzin:)
W międzyczasie jeszcze zniknęli raz na chwilę, a później to ja chciałam ich usunąć.
Ale po rozmowie baaardzo chciałam, żeby mnie zechcieli:)
Ale nie spodziewałam się, że zechcą mnie tak szybko. Myślałam, że będą to przeciągać z miesiąc.
A tu na drugi dzień.....Pytają, czy pomieszkam z nimi rok.......

Napiszę jutro do rodziny. Nie dzisiaj:) Bo musi mi się to ułożyć w głowie:)

Pozdrawiam i miłego wieczoru wszystkim życzę:)

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

woow! super! gratulacje! wiem jakie to fajne uczucie :)a co do licenjata to ja etzx mam ten problem z tym ze ja mam bilet na 29 czerwca a obrona moze byc w lipcu wiec bede musiala bronic sie we wrzesniu i ogolnie to stresuje sie tym bo roznie moze byc ;p ale wiesz jesli chodzi o Ciebie to uwierz ze wiekszosc ludzi zdaje obrone :) przeciez dlaczego mialabys nie zdac! :)

Anonimowy pisze...

wiesz ja nie sadze zebym miala nie zdac i jesli sie o to martwisz to tez sie nie martw bo na serio nie znam nikogo kto by nie zdal :) ja mam nadziejej ze wsyztsko sie ulozy i ze pozdaje wszystkie przedmioty i ze wyjade w tym terminie :)Ja tez mimo tego ze ta szkola mnie bardzo meczy! i ze najchetniej to olalabym sprawe i pojechala juz, to jednak wiesz trzeba tu skonczyc to co sie zaczelo i dopeiro wtedy zaczac korzystac z wolnosci! ja jesli wsyztsko bedzie OK bd mieszkac 15 minut od Londynu i opiekowac sie 3 letnia Emma i 2 blizniaczkami w wieku 7 miesiecy ;p rodzinka zaqplaci mi za kurs dlatego strasznie mi zalezy aby do nich jechac. Postanowilam nabyc doswiadczenie, pozwiedzac i w ogole nauczyc sie jezyka zanim popojade do USA! a glownym powodem dla ktorego jade do UK nie do UA jest brak prawka.. a jestem juz tam zmeczona wszytskim co tu ze nie dalabym rady poczekac jeszcze pol roku na wyjazd ( czy nawet moze wiecej to zalezy od egzaminow prawa jazd. ) :)

Anonimowy pisze...

no tak z tym ze mozna by powiedziec ze "zmarnuje" dodatkowy rok na bycie tylko au pair i bla bla :) ale faktycznie doswiadczenie bede mials pore no i jezyk mysle ze dobrze opanowany wiec ze stanami nie powinno byc problemu :) wiec zycze Ci tez powodzenia w zdawaniu przedmiotow i poprawianiu pracy! maj to chyba najgorszy miesiac jesli chodzi o uczelnie bo ja najwiecej zaliczen mam wtedy :(

Anonimowy pisze...

ja juz napsialam cala prace ale moj promotor jest tak leniwy ze nie chce sie mu jej czytac .. a studiuje politologie a Ty?:)

Unknown pisze...

Gratuluję miejscówki!Ja kocham Boston byłam tam dwa razy i na pewno jeszcze wrócę! Kiedy lecisz dokładnie?

B. pisze...

Ajajaja super gratuluję!Jak mi się uda wyjachać tam gdzie chcę (nie zapeszajmy jeszcze;p) to będziemy mieć do siebie 3h 20min;p. Rzeczywiście pobiłaś wszelkie rekordy! No ale lokalizacja i wiek super a w mieście samochód to czasem tylko utrudnienie. A może uda Ci się przełożyć obrone? Bo ja już się dowiadywałam, jakbym jechała wcześniej to pewnie trzeba jakieś pismo napisać itp. ale jest to możliwe. 3mam kciuki za dopinanie wszystkiego na ostatni guzik:) PS. Wyłącz kod w komentarzach, cooo? Bo cay czas wpisuję źle i musze powtarzać;p;p;p

kolorowelove pisze...

Łuhuhuhu super! : D Będę trzymać kciuki za obronę, na pewno się uda.

Gratuluuuujęęęę :*

kolorowelove pisze...

Dostałam kolczyki! :) Wszystkie są śliczne, dziękuję :*

Tenzi pisze...

udało mi się grzecznie podziękować rodzince :p napisałam posta z dokładną treścią jaką im wyslalam i jak odpisali^^

Btw nie wiem czy już Ci gratulowałam, ale jeśli nie to gratuluje znalezienia rodzinki! Super! :D