czwartek, 6 grudnia 2012

Wiza


Udało się. Od ponad dwóch tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką wizy.
Dokumenty wizowe dostałam jakoś w październiku (a raczej jeden dokument, bo pozostałe już miałam od dawna). Zdecydowałam, że do ambasady pojadę w listopadzie.
Najpierw mama zrobiła kilka(naście) zdjęć wizowych, wybrałam jedno i rozpoczęłam wypełnianie wniosku wizowego online.
Oczywiście pojawiło się kilka pytań, wątpliwości, kontaktowałam się z biurem.
Wypełnianie zaczęłam w niedzielę, a gotowy wniosek wysłałam w środę przed południem:D
Głównie dlatego, że sprawdzałam wszystko z milion razy (przed pracą, po powrocie z  pracy też, czy aby nic się nie zmieniło). Zastanawiałam się nad kwestią używania polskich znaków... w biurze mówili inaczej, na stronie ambasady było napisane też inaczej.

Następnie opłata wizowa. Moja kieszeń jest lżejsza o 160$ (528 pln).
Opłaty dokonałam w czwartek, w piątek umawiałam się na spotkanie w ambasadzie.
W sumie to można się umawiać z dnia na dzień, nie trzeba czekać kilka dni.
Były wolne terminy na poniedziałek, ale na 8 i 8.30 rano. W końcu zdecydowałam się na środe 21.11.2012 godz. 10.
Pojechaliśmy z rodzicami samochodem (początkowo był plan, że pojadę pociągiem lub autobusem sama i przenocuję w Warszawie, jednak stwierdziliśmy, że pojedziemy wszyscy).

Do Warszawy dotarliśmy jakoś przed 8.
Ze znalezieniem konsulatu nie było problemu. Jako, że było jeszcze wcześnie poszliśmy na spacer.
O godzinie 9 przechodząc obok konsulatu (nie było w ogóle kolejki) zapytałam, czy już mogę wejść. Zostawiłam rzeczy i torebkę rodzicom, zabrałam ze sobą tylko dokumenty (początkowo miałam telefon i chciałam go wyłączyć od razu jak weszłam, ale pan poprosił, aby zrobiła to na zewnątrz;D więc oddałam rodzicom również telefon).

Cała procedura szła bardzo sprawnie. Najpierw poproszone mnie o dokumenty, przeszłam przez bramkę, która pikała chyba dlatego, że miałam kolczyki, ale nie musiałam ich zdejmować.
Następnie przeszłam do kolejnej "sekcji" gdzie czekała pani, która spojrzała na moje dokumenty, pokierowała mnie dalej do pani w okienku:)
Pani w okienku przejrzała dokumenty, naskrobała coś na moim potwierdzeniu, pobrała odciski palców, wydała numerek i kazała zająć miejsce i czekać na swoją kolej. Przede mną były 4 osoby. Czekając na rozmowę, wpatrywałam się bardzo intensywnie na wyświetlane numerki. Tak intensywnie, że nie zauważyłam, jak wyświetlił się mój:DD Ale to dlatego, że akurat przyszedł nowy konsul i otworzył nowe okienko, w którym wyświetlił mój numer.. A ja nie wiedząc o tym wpatrywałam się w dwa pozostałe:)
Ale na szczęście pan siedzący obok mnie spojrzał na mój numerek, a następnie na mnie. Mądra ja domyśliłam się o co chodzi, spojrzałam na odpowiednie okienko i konsul nie musiał długo czekać.
Cała rozmowa nie była długa - około kilku minut. Po prostu podchodzi się do okienka, konsul siedzi po drugiej stronie za szybką.
Konsul był bardzo miły (i przystojny:D).
Rozmowę rozpoczął po polsku, następnie widząc o jaką wizę się staram przeszedł na angielski. Pobrał odciski palców i pyyyytał mnie.
Pytał głównie gdzie jadę, ile lat mają dzieci, czy mam dośw. w opiece nad dziećmi, czym się aktualnie zajmuję, czym się będę zajmować po powrocie, czy mam rodzinę/przyjaciół w stanach. Pytał też, co ciekawego wyczytałam w kartkach, które dostałam przed chwilą:)
Kiedy powiedziałam, że chciałabym podszkolić swój angielski stwierdził, że mój ang jest bardzo dobry i że w stanach poradzę sobie świetnie:)
Na koniec rozmowy życzył miłego pobytu i mówił, że wiza będzie do odbioru w podanym przeze mnie punkcie (bo jeśli chodzi o odbiór paszportu z wizą, to sprawa wygląda tak, że odbieramy go sami z podanego miejsca).

Kiedy wyszłam, miałam wrażenie, że byłam tam z 10-15 minut, jednak rodzice powiedzieli, że minęło około pół godziny. O godzinie 10 pod ambasadą była już ogromna kolejka ludzi. Cieszyłam się, że udało mi się wejść już o 9. Czasami warto zapytać :)

Tydzień później w środę 28.11 odebrałam paszport z wizą, na którą się napatrzeć nie mogłam.
Jestem przeszczęśliwa :)

A teraz dodam kilka zdjęc z Warszawy, bo oprócz wizyty w ambasadzie byliśmy też w Łazienkach, pochodziliśmy trochę po mieście, pojechaliśmy na lotnisko.



To zdjęcie musiałam przerobić na czarno-białe. Teraz wygląda jak za czasów PRLu;D


Wiewiórki w Łazienkach są bardzo oswojone. Jedzą z ręki. A ja nie miałam ich czym poczęstować nad czym bardzo ubolewałam, bo uwielbiam wiewiórki.


Jak widać nie tylko wiewiórki były oswojone:)





Łazienki, Pałac na wodzie, a po drugiej stronie aparatu ja w roli zawodowego fotografa!


Podczas zwiedzania pałacu dowiedziałam się, że ten oto niebieski przedmiot był (jest) swego rodzaju pufą, której doł sie ogrzewało, aby mogła grzać pupę:)


Dumny paw pokazał nam się w całości i pozwolił całkiem blisko podejść


Pomnik Chopina zrobiony zza krzaka. A tak naprawdę tylko w ten sposób z daleka mogłam zobaczyć pomnik, bo był akurat w remoncie:(


Tutaj zbliżenie, ale to tylko zasługa aparatu. Ja nadal stałam daleko i robiłam zdjęcie zza krzaka:(


No i oczywiście Pałac Kultury i Nauki.


Po tym przeszliśmy się jeszcze trochę na stację metra i pojechaliśmy na lotnisko.

A aktualnie jestem na etapie przygotowań:)
Niedługo muszę zrobić listę zakupów:)


1 komentarz:

unendurable pisze...

Jak ja byłam po wize w sierpniu to Chopin też był w remoncie ;P ładnie ładnie się obijają! ;) a zdjęcie pawia mnie urzekło ;)

gratuluje ;)