Wiem, dawno mnie tu nie było
i dziś jakoś też średnio chce mi się pisać, ale dużo osób dopytuje się, co słychać, jak tam przygotowania do wyjazdu, więc odpiszę tutaj, abyście wiedzieli :)
Otóż... NIE LECĘ 20 SIERPNIA DO USA........A DO MOJEJ HOST FAMILY Z BOSTONU W OGÓLE NIE LECĘ....
Wiem, szok, dla mnie też.
Ale może zacznę od początku. Miałam sesję, do której uczyłam się długo i dużo...wyrobiłam się z pracą licencjacką, z seminarium dostałam 5 (pozdrawiam tutaj najfajniejszego promotora i człowieka na świecie, który pewnie tego nigdy nie przeczyta, bo nie ujawniłam nikomu bloga na razie). Jednak niestety potknęłam się na jednym egzaminie.. ustnym pnja... angliści pewnie wiedzą o co chodzi. Szkoda, bo czułam się naprawdę dobrze przygotowana, do tego pozostałe cząstki tego egzaminu (bo były 3 cząstki, a ocena jedna) poszły mi zajebiście i bardzo bardzo niewiele mi brakło:((
Jak na razie jestem trochę podłamana, nie tyle tym, że nie lecę 20 sierpnia, tylko tym, że nie zdałam egzaminu, nie zakończyłam studiów w terminie, zwłaszcza, że było mega ciężko, ale raczej dobrze mi szło...
Czasami miałam bardzo ciężkie chwile na studiach, ale cieszyłam się, że tu jestem, bo kocham angielski.
I wszystko ładnie pięknie.....a na samym końcu takie coś.....
no ale trudno, muszę jakoś temu stawić czoła. Studia i tak skończę, bo zawsze o tym kierunku marzyłam.
Teraz druga sprawa - rodzinka. Jeśli ktoś pamięta z poprzednich wpisów, moją "perfect host family" miałam od kwietnia. Zanim się zgodziłam na official match, chciałam się upewnić, że w razie niezdania egzaminu i przesunięcia przylotu na pazdziernik zaczekają. Bo jeśli by mieli nie czekać, to po co sobie głowę zawracać? (I wpłacać pieniądze) Lubię mieć wszystko pewne. Moja (ex)host mom na pytanie, czy zaczekają, powiedziała, że nie będzie z tym problemu. Więc zaakceptowałam rodzinkę, myśląc, że spędzę rok z nimi w Bostonie. Po niezdanym egzaminie, zanim napisałam o tym rodzinie, próbowałam jeszcze przyspieszyć tę poprawkę, żeby móc wylecieć w sierpniu, jednak nie udało się. Pozostał mi więc wylot w pazdzierniku. Napisalam rodzinie o tym... i otrzymalam maila, ze przykro im i ze szukają jakiejś opcji i dają mi znać.
Myślałam, że ich opcją jest znalezienie kogoś na te dwa miesiące. Czekalam, czekalam na jakies info z ich strony, jednak cisza. Po tygodniu, postanowilam zapytac o decyzje. I wiecie co? Otrzymalam odpowiedź, że przykro im to mówić, jednak potrzebują kogoś od sierpnia i rezygnują ze mnie ;-)
Dziękuję, dobranoc;)
Po drodze dowiedziałam się jeszcze wiecie czego? Że gdy im powiedziałam na samym początku, że mój przyjazd może się opóźnić, to zaczęli szukać 'zapasowej' au pair. LOL
Także wiecie co? Chyba dobrze, że do nich nie jadę.... Skoro tacy są.....
Za to biuro okazalo się bardzo w porządku i myślę, że to jednak solidna firma:) Przynajmniej mam nadzieję.
Przy rozmowie z dziewczyną z biura dowiedziałam się, że będą dla mnie szukać nowej rodzinki, a jeśli będę chciała zrezygnować z wyjazdu, to pieniądze zostaną mi zwrócone.
Rezygnować raczej nie zamierzam, ale gdyby nie udało się znaleźć perfect family, to cieszę się, że chociaż nie stracę tylu pieniędzy, bo to jednak sporo:)
Kiedyś wspomniałam o tym, że ominęła mnie przygoda z matchowaniem i szukaniem rodzinki, bo tych znalazłam w parę godzin, także heloł! Zaczynamy od nowa! ;-) Emocje związane z szukaniem nie ominą także mnie! ;-)
Trzymajcie kciuki, żeby się udało!!!!
Jak zaczynałam pisac bloga, to napisałam o moich wymarzonych miejscach w USA
Jako, że zaczynam wszystko od nowa, napiszę jeszcze raz:
teraz marzy mi się wschodnie wybrzeże, głównie NY albo okolice. Boston też spoko i pięęęękny i już mam tam internetowe koleżanki;), chociaż teraz boję się rodzin stamtąd:PP
To by było na tyle. Co mogę dodać więcej?
Szukam pracy i nic znaleźć nie mogę.
Mam motylki w brzuchu od długiego czasu, a raczej jakieś wielkie motyle-mutanty, jednak nie wiem, czy ta osoba się kiedykolwiek o tym dowie (wstydzę się!!!! co nigdy przedtem mi się raczej nie zdarzało!!!! a tak poza wstydem, to też trochę bardziej skomplikowane............)
Siostra z moim kochanym Jasiem (lat siedem niedługo) oraz Wiktorią (lat pięć nidługo) oraz szwagrem wyprowadzili się do swojej nowej rezydencji:d i tęsknie i jakoś tak smutno bez nich. Na szczęście nie mieszkają daleko, więc często się widujemy.
A co do mojego humoru, to powiem Wam, że przez ostatni czas nic mnie zbytnio nie cieszyło. Jednak z każdym dniem coraz bardziej się ogarniam i mimo, że nadal mam ogromny stres i smutno mi, że tak wyszło ze studiami, to staram się myśleć pozytywnie. Ostatnio kolega powiedział mi, że nic nie dzieje się bez powodu. I pewnie tak jest... może miałam jechać później? Może do innej rodziny? Los pokaże:-)
do momentu tej sesji WSZYSTKIE moje marzenia sie spełniły.
Po tym nieszczęsnym egzaminie wszystkie plany mi sie posypały i miałam wrażenie, że z moimi kolejnymi marzeniami dzieje się to:

Jednak wiecie co?
NIKT ANI NIC NIE ZNISZCZY MOICH MARZEŃ
i mimo, że pewnie zanim się ta głupia sytuacja skończy - będę jeszcze miała gorsze chwile, stres, to nie poddam się i spełnię swoje marzenia :)
Tak w ogóle jest jeszcze opcja, która chodzi mi po głowie, ale nie będę o tym na raize pisać. Nie powiem też, czego dotyczy.
Ale nie martwcie się nie dotyczy ona wyjazdu - wyjechać na pewno chcę i mam nadzieję, że uda mi się.
aha zapomniałabym - moja nowa data wylotu, to 22 października.
Dziękuję za uwagę;-)


14 komentarzy:
Cóż, to wychodzi na to że będziemy szukać rodzinki w tym samym czasie. Ale ta twoja? No co za &^%*(&^*! Czemu Ci od razu nie powiedzieli że muszą kogoś od wtedy?
o ja cie nie kręcę, niezły numer - z jednej strony mampodobnie (uwalony jeden egzamin :/ a miałam miec już zlowy wszystko - ale już nie przesuwam niczego i lecę - co ma być to będzie a z uczelnia i uwalonym egzaminembęde walczycpo powrocie! Trzymam kciuki za nową rodzinkę no i za ten egzamin! sama wiem co to za badziewie czasem bywa z pnja :/
barszczyk www.inthelandfaraway.blogspot.com ;p
Aaaaa :( Ja i tak na Ciebie będę czekać w Bostonie :D
heh, co ja moge więcej powiedzieć.. Bedzie dobrze! Zdasz i znajdziesz o nieeebo lepsza rodzinkę:) i będziesz miała w końcu matche!!!
o kurde! Ale miałaś przeżycia, nieźle!
Jak narazie to w ogóle nie mam ich w planie... przyczyny materialne.
jeszcze nie, w Annapolis będę za trzy tygodnie (lecę 6 sierpnia)
wow, to super ze juz dwa matche miałaś, najważniejsze, że cos sie dzieje! :)
Nigdy nie wiadomo -może się uda :) - szkoda że ten Boston nie wyszedł - piękne miasto!
ammmmmmm so- moj skype jest troche no crazy i musze przeinstalowac windowsa ;p i bedzie dzialal niceee;D i no tego ammm ;d
dobrze wiedziec, ze jesli wszystko sie ulozy to nie bd leciala sama 22 :)
Ja też będę czekać w Bostoniee.. może znajdziesz rodzinkę z okolic ;)
Czytam 4 bloga dzisiaj - i kolejna rodzinka jest jakaś dziwna... Czym Ci ludzie żyją. Czy oni są jacyś dziwni?
Szkoda iż nie lecisz. Ale przecież mogli poczekać. Teraz masz rację - szukaj innej rodzinki. Mam ogromną nadzieję iz Ci się uda. !
Jak tam sprawy? ;*
Prześlij komentarz