środa, 15 maja 2013

100 dni w USA

Właśnie minęło mi 100 dni w USA.
Trochę ciężko mi w to uwierzyć, bo czasami mam wrażenie, że dopiero tu przyjechałam. Ale z drugiej strony czasami mam też wrażenie, jakbym tu była od bardzo dawna;))

Pamiętam jak pisałam, że jeszcze 100 dni i będę w USA. Wiele się zmieniło w moim życiu od tamtego czasu. Baardzo wiele. Pisząc tamtą notkę czułam wielką ekscytację, strach przed nieznanym, marzyłam o tym, co będzie za 3 miesiące, wyobrażałam sobie, jak będę prowadzić moje amerykańskie życie, zastanawiałam się, jak to wszystko w rzeczywistości wygląda... A teraz 200 dni później - te wszystkie uczucia sprzed wyjazdu są już za mną. Na ich miejscu pojawiły się nowe.
Kiedy tutaj przyjechałam - byłam zafascynowana wszystkim. Nawet wyprawa do supermarketu była dla mnie wielką przygodą. Muszę też powiedzieć, że Stany są dokładnie, w 100% takie, jak sobie wyobrażałam przez ostatnie 8 lat. Na początku mojego pobytu tutaj cały czas czułam się jak w filmie - wszystko było identycznie jak w amerykańskich filmach. Robiłam mnóstwo zdjęć, byłam przeeeszczęśliwa, przyglądałam się wszystkiemu i wszystkim, wszystko mnie ciekawiło. Czułam się jako spełniony człowiek:-) W końcu urzeczywistniłam najważniejsze marzenie swojego życia. Pamiętam, że pewnego dnia po przyjeździe tutaj, pewna osoba powiedziała mi, że po pewnym czasie zacznę dostrzegać negatywy i wszystko nie będzie już takie różowe.

Jak jest teraz, po tym "pewnym czasie"? Pierwsze dwa miesiące były jak w bajce - nie widziałam żadnych wad (oprócz tęsknoty). Po ponad 3 miesiącach życia tutaj przyzwyczaiłam się do wielu rzeczy. Niektóre mi się podobają, niektóre nie. Wizyta w supermarkecie już mnie tak nie ekscytuje, żółte autobusy szkolne nie przyprawiają o palpitacje serca z radości;-D Poza tym w tej mojej bajce pojawił się pewien problem, jakieś 2 tygodnie temu. Nic wielkiego, w sumie drobiazg, ale bardzo to przeżyłam, miałam trochę stresów.. I od tamtej pory zauważyłam, że zaczęłam patrzeć surowszym okiem na to wszystko;-) I w czasie tych gorszych dni tęskniłam też ze zdwojoną siłą za Polską, a szczególnie za moimi rodzicami (którzy zawsze są przy mnie i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć, choćby nie wiem, co się działo). Teraz sytuacja już jest ok, mój dobry humor wrócił, jednak myślę, że ten mały zamęt wprowadził pewne zmiany w moje plany, ale zobaczymy;)) Ale myślę, że to wszystko wyjdzie tylko na lepsze. Poza tym nic nie dzieje się bez powodu!!

Wracając do mojego podsumowania - jedno co mogę powiedzieć, to że uwielbiam Stany i chciałabym tutaj wracać, szczególnie do Nowego Jorku. Lubię ten amerykański klimat... Jest tu wiele przepięknych miejsc. Dużo osób zadaje mi teraz pytanie, kiedy wracam? Czy może planuję zostać na stałe w USA. Otóż mimo, że Stany podobają mi się baaardzo, nie sądzę, abym chciała tu mieszkać na stałe. Tak naprawdę nie ma tu niczego, czego nie można znaleźć w Polsce. Faktem jest, że wszystko jest inne - szkoły, domy, jedzenie, ludzie... Jednak my też to mamy w Polsce - tylko po prostu trochę inaczej wyglądające:) I na początku to wszystko fascynuje, ale po pewnym czasie (100 dniach;p) człowiek zaczyna się przyzwyczajać i nie widzi już w tym nic aż tak nadzwyczajnego. A skoro nie ma w tym nic nadzwyczajnego, to po co mieszkać tak daleko od rodziny?:D (Chociaż Nowy Jork chyba na zawsze pozostanie nadzwyczajny, kocham to miasto i w nim mogłabym trochę pomieszkać:) ) I właśnie - rodzina... Tęsknię już też za domem, za rodziną, za moim miastem i krajem. Mam stały kontakt z rodzicami. Jednak na stałe mieszkanie tutaj odległość od domu jest zdecydowanie za daleka! Poza tym mimo, że czuję się tutaj świetnie, kiedy mówię Amerykanom, że jestem z Polski, to jest to baardzo miło odbierane - to własnie - ja jestem Polką i Polką się czuję! I nie potrafię się utożsamiać z Amerykanami. Tu jest właśnie ten negatyw, który dostrzegam - trochę mnie irytują niektórzy ludzie tutaj. Opiszę to kiedyś dokładniej. Myślę, że z moim charakterem bardziej bym się wtopiła w tłum Brytyjczyków;).

Tak ogólnie jestem z tego wyjazdu baaaaardzo zadowolona! Spełniłam swoje największe marzenie! Zobaczyłam, jak Stany wyglądają naprawdę, zakochałam się w nich i mam nadzieję, że będę tutaj wracać. Bardzo chciałabym wracać do Nowego Jorku, bo to najpiękniejsze miasto w jakim kiedykolwiek byłam i wiem, że już na zawsze pozostanie w moim sercu jako jedno z najpiękniejszych wspomnień.
Jestem przeszczęśliwa, że tutaj przyjechałam, że udało mi się już tyle zwiedzić, a do tego jeszcze trochę przede mną, bo planuję jeszcze trochę podróży. Na razie zwiedziłam Philadelphię, Nowy Jork, Waszyngton D.C.
Następne weekendy będą bardzo intensywne pod względem podróży. Mam kilka miejsc zaplanowanych, powoli szukam też oferty na wakacje i urlop!;)

Taki wyjazd pozwala nam wiele zwiedzić, poznać amerykańską kulturę od każdej strony, podszlifować język. Poznajemy też ludzi (au pair) z całego świata. Jak dla mnie są to prawie same plusy.
Minusem jest to, że musimy się dostosowywać do życia innej rodziny - nasze godziny pracy są zależne od ich planów. Musimy o wiele rzeczy pytać, wiele spraw z nimi konsultować. No i w końcu mieszkamy z własnym "szefem". Z jednej strony jest to wygodne, bo mamy pracę na miejscu, poza tym wyjeżdżając do obcego kraju, na obcy kontynent - wprowadzenie się do amerykańskiej rodziny i mieszkanie z nimi na pewno jest wielkim ułatwieniem. Jednak właśnie z drugiej strony, po pewnym czasie kiedy człowiek się już w tym obcym kraju zaaklimatyzuje - takie pytanie się o wszystko i dostosowywanie do nich może być męczące. Zwłaszcza, jeśli ktoś lubi niezależność. Ale zawsze jest coś za coś, a ja nadal uważam, że jednak liczba plusów zdecydowanie przewyższa liczbę minusów:)


3 komentarze:

Natalia pisze...

Najwazniejsze, że nadal jest OK. wiadomo, że po pewnym czasie przyzwyczajamy sie do rzeczy, które wcześniej nas ekscytowały...ale jakbedziesz zwiedzac to bedziesz poznawac ciagle to nowe krajobrazy więc fascynacja tak po prostu nie zniknie! Trzymaj sie:)

yesterdayisdream pisze...

Ja właśnie przez ta tęsknotę boje się jechać ;( i do tego moja mama mówi tak" pewnie będziesz jakaś sprzątaczka tam, przecież nikt za darmo nie da Ci jest ani nic, i o tego maja Ci płacić? Przecież to nie realne" już nawet nie wiem co mam jej powiedzieć żeby przekonac

yesterdayisdream pisze...

Kurcze dziękuje Ci bardzo za odpisanie ;) bardzo mi kilo. Ja mam zamiar jechać dopiero za 2 lata. Jestem na pierwszym roku studiów i jak na razie szkoda mi to rzucać bo nie wiem jakby to było gdybym tam pojechała a wykształcenie ważna sprawa ;) a możesz mi powiedzieć jak sprawa z językiem?