Ale wracając do mojego marcowego życia w Ameryce - większość weekendów spędzałam spotykając się po prostu ze znajomymi na kolację lub jakieś zakupy. Po miesiącu mojego pobytu w West Chester poznałam 3 innych au pair mieszkających na tej samej ulicy! Milena - au pair z Niemiec (w sierpniu wyjeżdża), Carolina - ze Szwecji (przyjechała ok.2 tygodnie po mnie) i Dell - z Australii (jednak Dell już wyjechał i na jego miejsce przyjechał nowy au pair z Francji - Mirsoide). Polubiłam całą trójkę, bardzo miło spędziliśmy wieczór. Spotkaliśmy się akurat w Dzień Kobiet, 8 marca, jednak w Ameryce to święto nie jest w ogóle obchodzone. Najpierw poszliśmy do meksykańskiej restauracji w centrum miasteczka. Jednak moim zdaniem jak na tak małe porcje, jakie otrzymaliśmy - było w niej bardzo drogo. Ale mimo wszystko podobało mi się i bardzo miło spędziliśmy tam czas.

Góra od lewej - Milena, Karolina, dół - ja i Dell :) Cała ekipa z sąsiedztwa;)
Po kolacji wyruszyliśmy do klubu - Barnaby's. Jest to taki "główny" klub/dyskoteka w West Chester. Ogólnie miasteczko jest małe, więc nie ma jakiegoś ogromnego wyboru. Dyskoteka, jak to dyskoteka - trochę podobna do tych polskich. Ja akurat nie chodzę zbyt często na takie imprezy, więc jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła. Ale nie była też zła. Dołączyli do nas znajomi Mileny, więc usiedliśmy przy wolnym stoliku i rozmawialiśmy.
W ten sam weekend po spotkaniu - w niedzielę - odbyło się kolejne. Był to au pair meeting, gdzie miałam możliwość poznać więcej au pair. Spotkanie miało miejsce w Downingtown, ok. 30 minut jazdy samochodem od West Chester. Zabrałam się z Dellem, ponieważ moja HM nie była zbyt chętna aby dać mi samochód tak daleko, zwłaszcza, że nie znałam jeszcze tu za bardzo dróg. No więc spotkanie odbyło się w Bowling Palace, gdzie, jak sama nazwa mówi graliśmy w kręgle! ;) Był to mój pierwszy raz i szło mi całkiem nieźle:) Cała "impreza" kosztowała 10$ i było na niej około 15-20 au pair. Bardzo fajnie było.

Dzielnie walczę;)

Część au pairek ze spotkania.

A tutaj z Dellem już po grze. Zajęłam drugie miejsce;-) Dell pierwsze ;))
Tydzień później był dzień św. Patryka. Nie pojechałam na żaden pochód, jednak w niedzielę po południu wybrałam się z Mileną do restauracji. Restauracja ta (Landmark Americana) przypadła mi do gustu, ponieważ prawie cały czas puszczali rock'n'rolla z lat 80s, a jest to mój ulubiony rodzaj muzyki! Uwielbiam, kocham! Wystrój restauracji był irlandzki;) Czyli wszystko zielono, ludzie też poubierani na zielono (chyba tylko my z Mileną nie miałyśmy na sobie nic zielonego), a w międzyczasie do środka wpadła grupa zielonych dzieci i zaczęły stepować na środku restauracji;)
Jak już mówiłam - w marcu nie było jeszcze zbyt ciepło, ale nie było też zimno - temperatura zazwyczaj wahała się w granicach +10-15 C. Jednak jak zauważyłam pogoda w Pennsylvanii ma to do siebie, że może się zmienić z dnia na dzień. Poza tym bywa tu bardzo wietrznie... o czym się przekonałam cierpiąc na bardzo silny ból pleców przez ponad tydzień. Ból był tak silny, że już miałam się zgłosić do lekarza, podejrzewam, że był to efekt przewiania.
Ale wracając jeszcze do zmienności pogody - otóż kiedy ludzie z Polski mówili mi, że u nich sypie śnieg i zima w pełni, ja tylko odpowiadałam, że u mnie to już cieplutko i fajnie. No bo tak było. A tu pewnego dnia rano się budzę (25.03, żeby być bardziej dokładnym), wyglądam przez okno, a tam:

Ale wracając jeszcze do zmienności pogody - otóż kiedy ludzie z Polski mówili mi, że u nich sypie śnieg i zima w pełni, ja tylko odpowiadałam, że u mnie to już cieplutko i fajnie. No bo tak było. A tu pewnego dnia rano się budzę (25.03, żeby być bardziej dokładnym), wyglądam przez okno, a tam:
A jako, że było to prawie przed samymi Świętami Wielkanocnymi postanowiłam ulepić świątecznego królika...;-)
2 komentarze:
Hahah no pogoda, potrafi zaskoczyc :D Świetnie, że trafiłaś na tyle AP tak blisko siebie :)
Dziekuje! :)
Nikon 3100 D aparat z obiektywem 35mm Nikorr
Uzywam do tego oslony slonecznej i filtra UV :)
Prześlij komentarz