Wielkanoc w USA różni się diametralnie od polskich Świąt. Przed świętami zastanawiałam się, czy iść ze święconką do kościoła, czy przygotować sobie polskie śniadanie i obiad, czy upiec jakieś ciasto. Z biegiem czasu stwierdziłam, że ze święconką nie idę, bo co to za sens jeść poświęcone śniadanie samemu? Głównym celem święconki jest przecież podzielenie się posiłkiem z bliskimi.
Druga sprawa - zrezygnowałam też z przygotowania polskiego posiłku, pieczenia ciast. Moja hostka planowała zaprosić znajomych, sąsiadów na świąteczny brunch, więc stwierdziłam, że nie będę nic robiła, skoro w kuchni będzie zamieszanie związane z przygotowywaniem brunchu. Poza tym zdecydowałam się, że ten raz spędzę święta w 100% po amerykańsku. Moja host rodzina to Luteranie, ja jestem Katoliczką, jednak myślę, że amerykańskie luterańskie i katolickie święta nie różnią się aż tak bardzo.
No więc zaczynając od początku - tydzień przed świętami - w Niedzielę Palmową wybrałam się do kościoła. Nie miałam palmy, nie wiedziałam nawet, gdzie mogłabym ją nabyć. Jednak na miejscu okazało się, że każdy otrzymywał palemkę przy wejściu do kościoła, a wyglądała ona tak:
Msze tutaj są takie same jak w Polsce:) Tylko wersja angielska. Ale chciałabym się też wybrać do polskiego Kościoła w Filadelfii.
W Wielki Tydzień poza pracą nic spejalngo, "świątecznego" nie robiłam. Któregoś dnia po powrocie z T. z gimnastyki czekała na mnie baaaaaardzo miła niespodzianka, która mnie tak wzruszyła, że poszłam do pokoju i sie popłakałam:P Pocztówki świąteczne od rodziców oraz siostry:)
Siedząc wtedy w pokoju myślałam sobie, że to pierwsze Święta spędzone samotnie, bez rodziny. I to jeszcze tysiące mil od nich. Było mi smutno, ale również się cieszyłam, że zrobili mi tak miłą niespodziankę:)
W Wielki Piątek poszłam do kościoła, byłam tam około 1h, ale nie mogłam zostać do końca, na Mszy, bo o 16 zaczynałam pracę.
W Wielką Sobotę hostka z dziećmi ugotowała kilkanaście jajek, które później zdobili przeróżnymi farbkami. I to nie były wydmuszki, tak jak w Polsce, tylko gotowane jajka (które później nie były jedzone, tylko po kilku/nastu dniach wyrzucone)
Amerykański pisanki wyglądają tak:
W sobotnio-niedzielną noc, o godzinie drugiej nad ranem włączyłam skype'a i zasiadłam do wielkanocnego śniadania z rodzicami:D W Polsce była wtedy 8 rano. Moje śniadanie nie było zbyt zróżnicowane - jako, że był to środek nocy - miałam tylko symboliczne jajko, które ugotowałam kilka godzin wcześniej;D

W niedzielę rano wszyscy wybraliśmy się do kościoła - jednak oddzielnie. Moja host rodzina pojechała do swojego - luterańskiego, no a ja do swojego - katolickiego ;-)
Niedzielna Wielkanocna Msza wyglądała mniej więcej tak, jak w Polsce.
Kiedy wszyscy wróciliśmy z powrotem do domu, rozpoczęło się rozpakowywanie prezentów od wielkanocnego królika;p
ja również coś dostałam:)

Słodycze (Reese's <3), kartę do Starbucksa i plakat, którego poszukiwałam :) Także wszystko, co lubię :)
Po odpakowaniu królikowych prezentów rozpoczęło się przygotowywanie do świątecznego brunchu.
Jako, że w kuchni było trochę pracy, zaproponowałam hostce swoją pomoc.
Około godziny 12, może 13 zaczęli przychodzić goście - przyjaciele i sąsiedzi hostki.
I rozpoczął się świąteczny brunch. Wszystko, co zostało podane bylo zupełnie inne od tego, co podaje się w święta w Polsce. W ogóle pierwszą różnicą jest to, że w Polsce jednak najważniejszym posiłkiem tego dnia jest śniadanie wielkanocne. A tutaj, w USA - brunch.
Na stole znalazły się róźnego rodzaju sałatki, gotowana szynka, pieczone słodkie ziemniaki, mus czekoladowy, owoce. Nie było w ogóle jajek na stole! (tylko te "pisanki"). Przez całe święta zjadłam tylko jedno jajko (w środku nocy, jedząc śniadanie wielkanocne z rodzicami;) )
Było smacznie, ale też nic jakoś szczególnie do gustu mi nie przypadło, oprócz przepysznego musu czekoladowego. No i jak widać, jakiegoś ogromnego wyboru też nie było. A osób było sporo - bo około 10-12. W ogóle uważam, że w Polsce na święta przygotowuje się o wiele więcej potraw niż tutaj, mimo, że przy stole zasiada mniej osób! Poza tym Polacy rozpoczynają przygotowania do Świąt - gotowanie, pieczenie ciast - o wiele wcześniej. U mnie w domu zazwyczaj przygotowujemy wszystko kilka dni wcześniej - a tutaj - hostka rozpoczęła wszystko w Wielką Sobotę w nocy! Kończąc w niedzielę w czasie pomiędzy powrotem z kościoła, a brunchem, także naprawdę dużo czasu w kuchni się nie spędza;)
Po brunchu rozpoczęła się tradycja - zabawa, którą zawsze chciałam zobaczyć - szukanie wielkanocnych jajek, z ukrytymi słodyczami lub dolarami w środku (wersja dla dorosłych - tylko $$). Zazwyczaj zabawa ta odbywa się w ogródkach, jednak w ten dzień zapowiadane były opady i przenieśliśmy się do domu.
Najpierw poszukiwania rozpoczęła młodsza część towarzystwa - czyli dzieci;)
Każdemu został przydzielony inny kolor jajka, żeby później wyruszyć i jajek w danym kolorze po domu poszukiwać..Wygrał ten, kto znalazł najwięcej jajek. Z dorosłymi było podobnie - poszukiwani oni jajek z ukrytymi pieniędzmi. Kto zdobył najwięcej pieniędzy - ten wygrywał. Przy czym dorośli podzielili się na 2-3 osobowe zespoły. Ja byłam z inną au pair - Mileną.
Szumu, hałasu, śmiechu, zabawy i biegania po domu było dużo.
Zarówno dorośli, jak i dzieci zaglądali do każdego pomieszczenia, do każdego zakamarka w domu.
Jednak mnie jakoś bardzo ta zabawa nie "zauroczyła". Pochodziłyśmy z Mileną po kilku miejscach starając się coś znaleźć, jednak po pewnym czasie, kiedy reszta dorosłych nadal zachłannie poszukiwała jajek, my dałyśmy sobie spokój, znalazłyśmy spokojne miejsce do rozmowy i tak oto spędziłyśmy resztę zabawy.
Około 18 wszyscy rozeszli się do domów. A ja, Milena oraz Dell pojechaliśmy na Wielkanocną kolację do restauracji;)
Jak dla mnie Wielkanoc w Stanach różni się bardzo od tej w Polsce. Jedyne podobieństwo, jak dla mnie - to Msza. Cała reszta jest zupełnie inna. w Polsce ludzie spędzają święta w rodzinnym gronie - w USA w towarzystwie przyjaciół i sąsiadów. "Amerykańska Wielkanoc" trwa w zasadzie jeden dzień - tylko w niedzielę, przy czym przygotowania do niej rozpoczynają się późno. W Polsce ja zawsze liczyłam Wielkanoc już od sobotniej święconki,co daje całe 3 dni;) Plus Wielki Tydzień i duuuuużo przygotowań. Wielkanocne święta w Ameryce na pewno będę wspominać bardzo miło, było wesoło i tłoczno i zupełnie inaczej niż moje wszystkie dotychczasowe święta. Jednak szkoda, że to tylko jeden dzień. W Polsce cały tydzień przed jest już uroczysty i "inny" niż pozostałe tygodnie w roku! I chyba jednak bardziej podoba mi się pomysł spędzania Świąt w gronie rodzinnym, z najbliższymi, a nie z sąsiadami:P
1 komentarz:
hahah, zobaczyłam tytuł posta i zaczęłam się zastanwiać, który miesiąc mamy xD
Jeszcze nie dawno czytałam Twojego posta z Polski, a tu prosze...tyle czasu w USA :o
Prześlij komentarz