Kiedy dojechaliśmy na miejsce i wysiadłam z autokaru, poczułam, że jest mi zimno. Była chłodna noc, miałam dwie ciężkie walizy + laptop i nie spałam od dwóch dni (nie licząc krótkich drzemek). Na miejscu przywitały nas dwie dziewczyny, pokazały miejsce, gdzie można zostawić bagaż główny, jeśli ktoś go nie chce dźwigać po schodach do pokoju (oczywiście, że nie chciałam;-) ), przekazały nam klucze do pokoju i najważniejsze informacje.
Kiedy dotarłam do pokoju, jedyne o czym marzyłam, to sen;-) Jednak najpierw trzeba się było wykąpać.
W pokoju byłam z 2 dziewczynami - Austriaczka i Australijka:P Każda miała swoje w miarę wygodne łóżko, jednak nie było szafek, żeby położyć cokolwiek, wszystko musiałyśmy trzymać w torbach. Na dodatek w pokojach było bardzo duszno, trzeba było zostawiać na noc otwarte okno, a i tak było z milion stopni.
Łazienki niestety nie były zbyt ciekawe, nie będę się rozpisywać, bo nie ma o czym, ale nie podobały mi się i pierwszy prysznic był koszmarny:P
Kiedy już wróciłam do pokoju postanowiłam jeszcze na chwilę włączyć komputer, zobaczyć co tam w świecie słychać. Była ok. 24 i moja mama akurat pojawiła się na skypie, bo w PL była już 6. Zadzwoniłam więc do niej i chwilkę pogadałyśmy. Jednak byłam tak niewyspana (i załamana prysznicami:P), że zachciało mi się płakać z tego przemęczenia i w ogóle:P
Niestety wyspać też nam się za bardzo nie dali, bo na drugi dzień śniadanie było od 7-7.50, a później już pierwsze zajęcia, których nie można było opuścić! Także w czasie całego training school nie zaznałam zbyt dużo snu i marzyłam już o weekendzie i wygodnym łóżeczku u Host Family:P
Zdjęć pokoju jako takich nie posiadam, no może dwa, czy trzy, ale na każdym jest bałagan w pokoju;-)
Poniżej zdjęcia szkoły z zewnątrz - a z zewnątrz cały campus był naprawdę piękny i ogromny!!
Napiszę teraz o zajęciach - trwały one baaaardzo długo, bo zazwyczaj 8-19 lub w jeden dzień nawet jakoś do 21! W międzyczasie mieliśmy krótkie (0,5h) przerwy + jedna 1h na lunch. Zajęcia we wt. i śr. dotyczyły różnych spraw związanych z dziećmi - opieką, odżywianiem, bezpieczeństwem itp. Dzięki Bogu trafiła nam się bardzo sympatyczna nauczycielka i lekcje się nie dłużyły, były bardzo ciekawe. Co więcej nauczycielka ta ma męża Polaka i kiedy dowiedziała się, że ja i Honorata jesteśmy z Polski, czasami zwracała się do nas używając polskich słów;-)
Tutaj kilka zdjęć ze szkolenia:
Tutaj moja grupa, z którą miałam zajęcia;-) Baaardzo sympatycznie było:)
Od lewej Svenja (Niemcy), ja:P, Juliana (Brazylia). Juliana mieszka też w okolicach Philadelphii i mam nadzieję, że niedługo uda nam się spotkać:-)
A tutaj po raz pierwszy widziałam "na żywo" te amerykańskie "skrzynie" od klimatyzacji:-) które widziałam wielokrotnie na zdjęciach;-)
Czas spędzony w training school wspominam baaardzo miło, ale harmonogram zajęć był tak zapełniony, że nie było czasu na nic! Zazwyczaj wieczorem po zajęciach nie chciało mi się już nic robić i po prostu szłam pod prysznic i do swojego pokoju, gdzie odpalałam na chwilę komputer, a za chwilę szłam spać:-)
Raz wieczorem wybrałam się z Dominiką i z grupką osób do supermarketu. Była to moja pierwsza wyprawa do amerykańskiego supermarketu, więc byłam bardzo podekscytowana, haha;-)
Po tej wyprawie, cała grupa poszła jeszcze do Dunkin Donuts, ale my z Dominiką wróciłyśmy już na kampus.
Dużo osób narzekało, że posiłki w training school były niedobre. No cóż, ja muszę przyznać, że mi smakowały bardzo! W ogóle bardzo mi smakuje amerykańskie jedzenie:-)
Tutaj pierwsze amerykańskie śniadanie:
Chleb tostowy - słyszałam opinie, że amerykański chleb smakuje jak wata - jak dla mnie, jest bardzo dobry i smakuje, jak chleb tostowy, może jest nawet lepszy od polskiego. Jednak prawdą jest, że nie spotkałam jeszcze w Ameryce typowego chleba nietostowego, czy typowych chrupiących bułek i muszę przyznać, że czasami mam ochotę na taką polską bułkę;-)
A tutaj amerykański lunch - oczywiście hamburger;-) + sałatki, te z sałatą mogliśmy sami komponować.
Śniadania, lunche, czy kolacje codziennie były inne;-)
W środę pożegnaliśmy się już z naszą nauczycielką, która uścisnęła każdego na pożegnanie, a ja i Honorata usłyszałyśmy jeszcze polskie "do widzenia" ;-) W czwartek od rana mieliśmy zajęcia z udzielania pierwszej pomocy. Zajęcia trwały długo i mieliśmy tylko 15-min przerwy. Dlatego tym razem lunch był już przygotowany i gotowy do odebrania w cafeterii, aby móc go zjeść w klasach. Nawet w amerykańskim lunchu można znaleźć trochę polskości:
;-)
Po szkoleniu dostaliśmy certyfikaty - jeden zaświadczający o ukończeniu kursu dla au pairek, a drugi o ukończeniu kursu z udzielania pierwszej pomocy. Po zakończeniu zajęć, około 13 polecieliśmy do pokoi aby się szybko naszykować, bo o 14 wyjeżdżaliśmy na wycieczkę do Nowego Jorku....;)



2 komentarze:
juz sie boje tych lazienek :P a jesli chodzi o wycieczke do NY oplaca sie jechac? Czy jest to raczej wycieczka w autokarze? :)
OO śnieg! Ja byłam tam w lipcu więc wyobraź sobie tą duchotę w pokojach :D
Prześlij komentarz